CUD NAD WISŁĄ

 

Maryja ocaliła nasz kraj

Sowieci byli już pod Warszawą, żądni mordu i rabunku, zdeterminowani, by zdobyć Polskę. I nagle, świtem 15 sierpnia, w popłochu zaczęli uciekać...  

W 1872 roku Maryja przekazała mistyczce Wandzie Nepomucenie Malczewskiej takie słowa: „Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niezadługo powstaną dawni gnębiciele, aby ją zdusić. Ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę”. Niewielu jednak o tym wiedziało, gdy w 1918 roku, kiedy Polska z ogromnym trudem odzyskała niepodległość, zagroził nam wróg ze wschodu: komunistyczny Związek Radziecki, pragnący zniszczyć cywilizację chrześcijańską. Już w 1919 roku rozpoczęła się wojna polsko-rosyjska, a wiosną 1920 roku Sowieci byli pod Warszawą. Po zdobyciu Wyszkowa, po gwałtach, morderstwach i podpaleniach, żołnierze sowieccy mówili do proboszcza, u którego na plebanii pili wódkę: – Nie ma ani Boga ani duszy, więc na ziemi trzeba używać, a księża tylko ludzi oszukują. Używali więc: tereny, przez które przechodzili, równali z ziemią, burzyli kościoły, mordowali kobiety i dzieci, nawet drzewa w sadach wyrywali z korzeniami. Chcieli wymordować i ograbić doszczętnie Warszawę, a potem rewolucję zanieść do całej Europy. Polacy byli przerażeni. Przeczuwali, że czeka ich straszliwy los, dlatego 19 czerwca publicznie Episkopat i władze państwowe zawierzyły Polskę Sercu Jezusowemu, 27 lipca na Jasnej Górze Maryja została ponownie ogłoszona Królową Polski. Biskupi apelowali do narodu o modlitwy i zgłaszanie się do armii. Wysyłano listy do całego świata, prosząc o wsparcie modlitewne. Wierni rozpoczęli nowenny i akty pokutne. Modlono się na ulicach, w domach i kościołach.

Obrońców stolicy było niewielu. Do wojska szła młodzież licealna, studenci, a nawet dzieci. Na pomoc innych państw nie było co liczyć: Europa Zachodnia stanowczo jej odmówiła – Międzynarodówka Komunistyczna działała sprawnie. Pomogli nam jedynie Węgrzy: wysłali do Polski cały zapas amunicji. Jedynie Rumuni zgodzili się na przejazd pociągów z bronią: Czesi ich nie przepuszczali. Józef Piłsudski, dowodzący bitwą, tracił wiarę w zwycięstwo – wiedział, że nie ma dobrej armii.

I wtedy zdarzył się cud, widziany przez tysiące ludzi. O świcie 15 sierpnia na nocnym jeszcze niebie wojska sowieckie ujrzały nagle ogromną, jaśniejącą postać kobiecą. Jej szeroki granatowy płaszcz powiewał na wietrze, zasłaniając Polaków i Warszawę. Matka Boża Łaskawa odrzucała lecące w jej stronę pociski, które wracały i uderzały w obóz wroga. Osłupiali z przerażenia Sowieci, gubiąc broń, zaczęli w wielkim popłochu uciekać. Wpadali do okolicznych wsi i chowali się tam w najdalsze kąty, krzycząc: – Matier Bożja! Takich świadectw były setki. Niebo miało też swoich pomocników na ziemi: 27-letni ksiądz Ignacy Skorupka poderwał do boju wojsko, biegnąc z krzyżem i krzycząc: – Za Boga i ojczyznę! W tym samym czasie 25-letni kapitan Stefan Pogonowski uderzył małym batalionem na Wólkę Radzymińską i trafił w samo serce armii. Obydwaj młodzi bohaterowie zginęli, ale wojna była wygrana, a Sowieci przepędzeni. Tak zakończyła się najważniejsza bitwa XX wieku: zwycięstwem Maryi. 

 

 
Autor: Jolanta Winiarska

Parafia Rzymskokatolicka  Opatrzności Bożej w Warszawie na Ochocie 
  • Facebook Social Icon

ul. Karola Dickensa 5

02-107 Warszawa

Numer konta 50 2490 0005 0000 4530 4185 1287